Siga siga to bodaj najpopularniejszy zwrot na Krecie – wyspie słońca, cudownego klimatu, wysokich gór i lazurowego morza. Wyspie pięknych, naturalnych krajobrazów, prawdziwego jedzenia w postaci produktów wciąż wytwarzanych rękami miejscowych… Nie znajdziesz tutaj kwiatów na talerzu, ani ziemi jadalnej (sic!). Nie ma też McDonald’s i innych światowych marek pseudokulinarnych, które zdominowały już właściwie cały glob. Jest za to jedzenie proste, smaczne, pełne serca włożonego w jego przygotowanie.

„To jedzenie domowe, ugotowała je jak zwykle moja mama. Chcesz ją poznać?” – tymi słowami zachęcał do zjedzenia ślimaków miły trzydziestolatek na miejskim targowisku AGORA w Chanii… Odmówisz, skoro widzisz krzątającą się „γιαγιά” (babcię) po kuchni…

SIGA, SIGA MY FRIEND

Na Krecie nadal kupuje się jedzenie albo na targach ulicznych, w małych sklepikach, albo po prostu bezpośrednio u wytwórców. Szczególnie uwielbiam zakupy u Balantinosa w Chanii. Balantinos to rodzina z trzypokoleniową tradycją hodowli owiec i kóz, z mleka których robią wyśmienite, wielokrotnie nagradzane sery. Ich mały sklepik „firmowy” na głównej ulicy w Chanii prowadzi małżeństwo – on szczuplutki, niepozorny, ona … no duża kobieta, z twarzy której i ruchów jej emanuje niezachwiana pewność siebie. Ciągle się kłócą, ona czasem wybucha. Klientowi nieraz się oberwie, nie ma zmiłuj się. Zawsze z pewną obawą wchodzę do tego sklepu, bo nigdy nie wiem, co mnie w nim tym razem spotka…

Dwa razy zastanów się, zanim wejdziesz do Balantinosa 😉 Oczywiście to żart. To najlepszy sklep z serami w Chanii i całej okolicy… Tam trzeba wejść. A potem się wraca…

USIĄDŹ, POGADAJMY

Nie ma nic przyjemniejszego, niż dzień po przyjeździe wstać, przeciągnąć się, wyjść na taras, wzrokiem objąć okolicę i poczuć, że nie musisz się nigdzie spieszyć. Ot po prostu siga siga… Nie jesteś ograniczona/y datą wyjazdu, dzięki czemu masz komfort, że nawet jak nic dzisiaj i jutro, i pojutrze i po pojutrze nie zrobisz, to i tak wszystko … zdążysz zrobić.

Pogawędki ze znajomymi to najstarszy i zdecydowanie najlepszy sposób na życie. Praca nie zając, nie ucieknie 😉

WOLNYM RYTMEM

Bardzo szybko łapiesz rytm Kreteńczyków. Rano, a w zasadzie przed południem kawa to obowiązek każdego Kreteńczyka. Potem coś trzeba popracować, następnie lunch i obowiązkowa sjesta. Jeszcze trochę pracy, by wieczorem zacząć życie. Prawdziwe życie. Tawerny pękają w szwach – jest głośno, gwarno, wszędzie roznosi się aromat pieczystego, dym z grillowanych mięsiw szczypie w oczy. Wino leje się strumieniami, pijanych jednak nie ma. Nikt się nigdzie nie spieszy – siga siga my friend…

Jest grill, jest impreza 😉 Każdy, powtarzam każdy powód, by zebrać się w grupę osób i wspólnie spędzić czas jest na Krecie naturalny, jak oddech.

Kreteńczycy, w porównaniu do Greków z pozostałych części kraju to dość zasobni ludzie. Turystyka przynosi naprawdę duże pieniądze, więc ich portfele pogrubiają się z roku na rok. Coraz większa grupa lokalsów zaczyna przypominać mieszkańców krajów Europy zachodniej – pieniądze stają się dla nich celem samym w sobie i zmieniają ich charaktery. Nie ma jednak mowy, aby generalnie Kreta mogła zatracić swój urok przez jednostkowe przypadki materializmu.

CO BY TU SPIEPRZYĆ PANOWIE

Jedyne, co Krecie grozi to ewentualna realizacja świeżego pomysłu Pani minister greckiego rządu, która w Krecie widzi „całoroczny ośrodek turystyczny” do zarabiania wielkich pieniędzy. Jeżeli tak się stanie Kreta polegnie na pewno, bo zostanie po prostu zabudowana dużymi ośrodkami turystycznymi dla zasobnych turystów z całego świata. Zostanie zadeptana, zniszczona – biały człowiek potrafi… Ale jest jedno pocieszenie w tym wszystkim. Najprawdopodobniej ja już tego nie dożyję… Siga siga my friend…


Drukuj

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *