Każdy z nas „wydeptuje” miejsca, które są dla niego szczególne, ja również. Na mojej kulinarnej mapie są to przeważnie małe stoiska lub sklepiki usytuowane w najdziwniejszych miejscach miast i wsi, ale także delikatesy, czy markety, jeżeli jest po co do nich wstąpić. Nie mam sentymentów – jeżeli gdzieś zaczynają źle karmić lub sprzedawany towar pogarsza się, porzucam te miejsca i szukam nowych. Pokażę Wam, gdzie bywam, co jadam, a przede wszystkim gdzie kupuję świetne produkty – te miejsca polecam z czystym sumieniem.

Namawiam Was do porzucenia wielkopowierzchniowych sklepów, gdzie jedynym celem ich istnienia jest maksymalizacja zysku ich właścicieli. Zaręczam Wam, że dobro klienta jest tam na ostatnim miejscu. Kupujcie może nieco drożej, ale lokalnie – na bazarach, targach, w małych sklepach. Od baby, od chłopa, od rolnika . Dzięki Twoim pieniądzom Ci ludzie wyżywią dobrze nie tylko Ciebie, ale i swoje rodziny. Z drugiej strony członkowie zarządu wielkopowierzchniowych sklepów po prostu nie wymienią swoich kilkuletnich odrzutowców na nowe. Ot, taka przykrość. I żeby była jasność – żaden z wpisów NIE jest sponsorowany.