Kiełbasa piaszczańska, której recepturę z wielkim pietyzmem i mozołem przez lata Szczepan Gawor, właściciel małej masarni  spod Krakowa starannie odtwarzał zbiera kolejne laury. Tym razem kiełbasa piaszczańska, która od wielu miesięcy odbiera nagrodę za nagrodą uzyskała unijny certyfikat produktu regionalnego. To wielkie wyróżnienie dla Pana Gawora i jego rodziny oraz dowód na to, że warto robić coś nie dla pieniędzy, a z przekonania, zamiłowania i poszanowania tradycji.

Zapiski o kiełbasie piaszczańskiej, zwanej również „kiełbasą z kija” sięgają czasów króla Kazimierza Wielkiego, a legend o jej nazwie i pochodzeniu krąży co najmniej kilka. Nie ma wątpliwości jednak, że nazwa „piaszczańska” odnosi się do miejsca jej wyrobu w tamtych czasach, czyli małej podkrakowskiej wioski Piaski Wielkie, obecnie dzielnicy Krakowa.

Wytwórcy tej kiełbasy z tradycją i przeszłością zwani byli Kijakami, bo królowi na zamek kiełbasę „piaszczańską” schowaną wewnątrz wydrążonych kijów zanosić musieli. Działo się tak, gdy niezwykłe względy okazywane przez króla wieśniakom z podkrakowskich Piasków bardzo rozsierdziły krakowskich rzeźników. Robili zatem, co mogli, by pozbyć się konkurencji i raz po raz u Kazimierza Wielkiego interweniowali… Ten jednak jako władca spawiedliwy, a jednocześnie smakosz „piaszczańskiej” zezwolił na dalszy przywóz kiełbasy z Piasków, byle masarze z Piasków Wielkich znaleźli sposób na jej dostarczenie w taki sposób, by rzeźnicy krakowscy wwożonych do miasta kiełbas nie widzieli…

Że jednak dobry produkt zawsze będzie górą, a warcholstwo zawsze na dalszy plan zejdzie wiadomo nie od dziś, trzeba jednak cierpliwości i wytrwałości. Kiełbasa piaszczańska przetrwała krakowskich masarzy, a dzięki Panu Szczepanowi Gaworowi mamy przyjemność zajadać się nią dzisiaj, wspominając przy tym jakże dobre dla kraju czasy rządów Kazimierza Wielkiego…

„Piaszczańska” powinna zasmakować każdemu, bo to kiełbasa szlachetna, bardzo delikatna i chuda, z najlepszych kawałków wieprzowiny wytwarzana. Dobór przypraw decydujących o jej wyjątkowym smaku stanowi tajemnicę, a i dobór drewien do jej wędzenia ma istotne znaczenie. Tę wiedzę w tej chwili posiada chyba tylko Pan Gawor i jego rodzina…

Jak dla mnie „piaszczańską” najlepiej zajadać jest samą, po plasterku. Może to i perwersja, ale taką laskę „piaszczańskiej” (a mała i cienka to ona nie jest…) dobrze wziąć pod swą opiekę, obok dobry trunek postawić, w ostry kozik się zaopatrzyć i … cieszyć się, że mamy tak znakomitych masarzy, jak Pan Szczepan Gawor.

Gdzie kupić kiełbasę piaszczańską dowiesz się TUTAJ >.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *