En Plato, Pizza & pasta

En Plato, Pizza & pasta to jeden z tych lokali gastronomicznych, który za żadne skarby nie powinienem Wam polecać. Lokal jest mały, często przepełniony i wcale nie znajduje się w Krakowie, a cztery kilometry od północnej granicy miasta. W dodatku lokal ten odbiega od obecnie panujących standardów nie tylko w krajowej gastronomii (zjeść szybko, byle co, byle dużo i tanio), lecz w zasadzie standardów naszego życia w ogóle, gdzie wszystko trzeba zrobić szybko i od razu. A może by tak piano, piano drodzy rodacy…

EN PLATO – W DUCHU SLOW FOOD

W takim duchu wydaje się również działać En Plato – maleńki lokal gastronomiczny o zacięciu neapolitańskim. Wygląda na to, iż właściciel lokalu, Pan Łukasz Hrabia stosuje iście slow food’owe, włoskie podejście do życia. Jego lokal czynny jest od środy do niedzieli i to w dodatku w godzinach popołudniowych i wieczornych, o ile ciasta na pizzę nie zabraknie. Wtedy bowiem lokal jest zamykany.

En Plato, Pizza & pasta

Wizyta w En Plato w weekend bez rezerwacji może Cię mocno rozczarować – o wolne miejsca trudno. No i sprawa kluczowa: En Plato, ku zgorszeniu osobników lubiących faszerować się pizzą na grubym cieście z mnóstwem składników, czyli w wersji „alla Polacco”, NIE DOWOZI pizzy. Powód jest prosty – ciasto na pizzę neapolitańską jest tak delikatne, że po 15 minutach po wyjęciu z pieca staje się gumowe – do tego czasu należy je spożyć, by odczuć wszystkie jego walory smakowe.

BEZ DOWOZU

Pan Łukasz nic nie robi sobie z narzekań nowobogackich, którzy mając wypchane grubymi plikami banknotów kieszenie myślą, że każdy człowiek na świecie jest ich służącym i o każdej porze dnia i nocy winien ich obsługiwać. W En Plato nawet za setki złotych, jak trafią w złą porę, nic nie załatwią. Piano, piano – powoli, zdaje się mówić właściciel En Plato.

En Plato, Pizza & pasta

Skąd więc tak wielka popularność tego miejsca? Bo to chyba zaledwie jeden z kilkunastu lokali w kraju, który jest autentyczny i prowadzony przez człowieka z pasją. Człowieka dbającego o każdy detal. Człowieka, który prowadzi En Plato z miłości do tego, co robi. Tu ciasto na pizzę codziennie zagniata się według tradycyjnej, neapolitańskiej receptury – nie idzie się na skróty.

NAJWYŻSZA JAKOŚĆ

Dodatki do pizzy? Tylko takie najwyższej jakości, przywożone dla Pana Łukasza prosto z Włoch – uprzednio podczas licznych wizyt właściciela we Włoszech przez niego osobiście wyselekcjonowane. Czy potraficie wyodrębnić smak sera wędzonego na pizzy od przemysłowej „goudy” z hurtowni? TU macie szansę podreperować swoje kubki smakowe benzoesanem sodu znieczulone lata temu… Oczywiście pizza w piecu drewnem opalanym jest pieczona, a to wielka różnica od tej maltretowanej w piecu elektrycznym. Aha, makarony ręcznie robione na miejscu są również, są przystawki, desery – wszystko ze świeżych  produktów bezpośrednio z Włoch do En Plato dostarczanych (przygotuj SAŁATKĘ CAPRESE z mozzarelli w En Plato kupionej <<TUTAJ>>).

En Plato, Pizza & pasta

W sezonie kupisz tu również brzoskwinie, pomarańcze i cytryny, które przybywają prosto z Sycylii (warto spróbować, by wreszcie zaznać, jak smakują cytrusy…), skarby z Kampanii wprost przywiezione, czyli pomidory San Marzano i mozzarellę z mleka bawolic (di buffala). Tu kupisz również włoską oliwę, która do sklepów nigdy nie trafi, bo nie przemysłowa. Wchodzisz, ogarniasz co jest, chcesz – kupujesz. Nigdy nie wiesz, co zastaniesz. To nie supermarket.

PIANO, PIANO…

Olejarkę do oliwy zamówiłem u Pana Łukasza 3 miesiące temu – ma przywieźć przy okazji pobytu we Włoszech. Raz zapomniał, raz nie miał jak załadować, a następnym razem tylko te za duże były… Nie mam żalu. Bo we Włoszech, w Hiszpanii i Grecji również często bywam i przywykłem już do tego, że tam sprawy załatwia się długo, przewlekle. I cóż z tego, że nie mam olejarki od prawie pół roku? Nie ma dzisiaj, może za jakiś czas będzie. A jak nie będzie, to… nie będzie. Piano, piano…

En Plato, Pizza & pasta

Byle pizza i pasta były, jak należy. A tutaj są. Przyjedź do En Plato, zamów pizzę lub pastę, usiądź i wrzuć na luz. Pozwól sobie na 40-minutowe czekanie na posiłek. Ale czekając nie wyjmuj „komórki”, nie strzelaj nerwowo palcami o stół, a ze swoim współbiesiadnikiem rozmowę zacznij… Pamiętasz jeszcze, jak to się robi? Piano, piano…


Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *