Aktywnie to dewiza mojego życia. Wcale nie oznacza to, że katuję się maratonami, triatlonami, czy też pływaniem wpław „w te i wewte” pomiędzy kontynentami amerykańskim i europejskim, by bić kolejne rekordy. Wprost przeciwnie. Kocham jeść. Nie odmawiam sobie niczego, ale zawsze po jedzeniu staram się pożarte kalorie spalić. No nie od razu, po sjeście…

AKTYWNIE BEZ PÓŁŚRODKÓW

Nigdy nie wezmę do ust odtłuszczonego nabiału, czy gotowych dań, które wystarczy jedynie odgrzać w mikrofali. W życiu nie tknę margaryny kosztem prawdziwego masła. Nigdy nie umyję malin, lecz zjem takie prosto z krzaka. Po czereśniach zawsze piję wodę i wbrew zapowiedziom ciotek nigdy nie dostałem z tego powodu czerwonki. A że czasem miks domowych ogórków kiszonych i kefiru „nieco” pogoni? Cóż, łakomstwo to grzech, jakaś kara być musi…

AKTYWNIE CZYLI POZYTYWNIE

Rower, narty, trucht, nordic walking, spacery, natura, świeże powietrze, pływanie, badmington, las, morze, góry, wędrówki, podróże, zwiedzanie, poznawanie świata i ludzi. Świeże owoce, warzywa, tylko zdrowe mięso. To wszystko, co mi bliskie. Telewizor i konsumpcyjny sposób życia w trybie „domator” nie jest dla mnie. Właśnie dlatego jest tutaj ta zakładka. Dla wszystkich, którzy wciąż są ciekawi świata i nie godzą się na panoszący się konformizm.